W 1994 roku podczas sesji pytań i odpowiedzi swojego wykładu pt. Wiek Eksploracji Carlowi Saganowi zadano następujące pytanie:
- Wszystko wskazuje na to, że ludzkość przez wieki wytworzyła podstawy mitologiczne, które zawsze uwzględniają istnienie jakichś wyższych sił bądź istot. Aktualnie coraz trudniej jest udowadniać ich istnienie, kultura na nich oparta odchodzi do historii. Jakimi ta zmiana czyni nas?
Sagan odpowiedział:
- Samodzielnymi.
​​​​​​​Zasada antropiczna
​​​​​​​​​​​​​​Nasi praprzodkowie, tak jak my współcześnie, obserwowali gwiazdy. Punkty jakie tworzyły najjaśniejsze z nich można było połączyć w wyobraźni w kształty, tak jak dziś dzieci rozwiązują zadania typu połącz kropki. Z czasem zauważyli, że kształty te nie pozostają w tym samym miejscu, ale wędrują po niebie. Ta wędrówka cyklicznie się powtarza i jest zsynchronizowana z etapami życia roślin, migracjami zwierząt, ciepłymi i zimnymi porami. Logicznym jest więc, że mając tylko takie informacje, doszli do wniosku, że to wskazówki, które są umieszczone na niebie dla nich, aby wiedzieli kiedy polować, jak uprawiać rośliny, kiedy robić zapasy na zimę. Byli więc ważni, mieszkali w centrum wszechświata, który ktoś im dał, a może nawet dla nich stworzył, aby mogli rządzić nim zgodnie z własnym interesem.
Bardzo trudno jest nam rozstać się z myślą, że jesteśmy ważni. W końcu nasz punkt odniesienia to my sami, niezależnie, czy rozpatrujemy ten problem jako jednostki czy jako gatunek. Indywidualnie mamy ambicje, chcemy coś znaczyć, zajmować jak najwyższą pozycję społeczną, zostawić coś po sobie. Jednak nasz świat jest mały. Nawet myśląc o nas w kategorii grupy, myślimy o sobie, naszej rodzinie, przyjaciołach, rzadziej już sąsiadach. Przykro nam, jeśli na pobliskim skrzyżowaniu dojdzie do wypadku, ale jeśli zdarzy się on w Chinach, będzie to tylko kolejny z dzisiejszych newsów. Jesteśmy coraz bardziej świadomi ekologicznie, więc oburza nas smog wydobywający się z komina sąsiadów. Jednak to, że pomarańcze, które zjedliśmy na podwieczorek, musiały do nas przypłynąć potężnym, zużywającym ropę kontenerowcem, wydaje się już problemem odległym. Od czasu do czasu zastanawiamy się nad celem naszego życia, szukamy sensu. Musi on istnieć, w końcu od zawsze nam powtarzano, że jesteśmy wyjątkowi, niepowtarzalni. Myślimy, że może nasza mrówcza praca pozwoli choćby w niewielkim stopniu zapisać się w historii. Może moje życie, choć przeciętne, jest częścią większego planu.
Nie da się zaprzeczyć, że wszechświat jest idealnie do nas dostrojony, stworzony dla nas, prawda? Istnieją szacunki, że prawdopodobieństwo ułożenia się praw fizyki i fundamentalnych stałych kosmologicznych w sposób pozwalający na powstanie wszechświata, który wykształci życie, są niewiarygodnie małe, zaledwie 1:10 do potęgi 229. Na pierwszy rzut oka zasada antropiczna zdaje się to potwierdzać, gdyż mówi, że fakt obserwacji wymaga wszechświata, w którym zaistniały odpowiednie warunki do życia. Zdaje się stawiać nas - obserwatorów, w centrum, jakby rzeczywiście celem istnienia wszechświata było nasze istnienie. W końcu gdyby zamiast czegoś, nie było niczego, nie byłoby i nas, aby się nad tym zastanawiać. Brzmi jak tautologia, ale wyobraźmy sobie 10 do potęgi 229 cel, a w każdej z nich więźnia, który zrobił wytrych ze starej agrafki. Osadzeni o sobie nie wiedzą. Szanse na to, że któremuś uda się otworzyć zamek i uciec zanim przyjdzie strażnik i go zastrzeli to 1:10 do potęgi 229, czyli tyle, ile wynosi prawdopodobieństwo ułożenia się praw fizyki w znany nam sposób. Zgodnie z tą statystyką, uciec udaje się zalewie jednemu. Nazwijmy go Adamem. Gdy go zapytamy, czy łatwo było otworzyć zamek, odpowie zapewne, że tak - bo udało mu się to szybko, zanim przyszedł strażnik. Adam nie wie jednak, że nie był jedynym więźniem i że reszta z nich została zastrzelona.**

*Lee Smolin: Life of the Cosmos, Nowy York: Oxford University Press
**analogia z celami, po niewielkich modyfikacjach, pochodzi od prof. Davida Kippinga z Columbia University, zaprezentowana pierwotnie na prowadzonym przez niego kanale Cool Worlds Lab.
​​​​​​​Zasada przeciętności
​​​​​​​Może nie ma wielkiego planu, a my mamy po prostu niesamowite szczęście i nasze istnienie to jak wygrać los na loterii z szansą 1:10 do potęgi 229. Może istnieje niewyobrażalna ilość wszechświatów, które się w sobie zapadły, nie były w stanie wykształcić materii, nie posiadają grawitacji, nie płynie w nich czas, bądź mają np. tylko dwa wymiary przestrzenne. W takim razie czy możemy wnioskować, że jednak jesteśmy wyjątkowi? Być może nasze istnienie było nieuniknione. Być może są nieopisane jeszcze prawa fizyki, które sprawiły, że wszechświat musiał się rozwinąć w sposób, jakiego konsekwencje obserwujemy. W dodatku na Ziemi żyje obecnie około 1% gatunków, które ją zamieszkiwały od początku jej istnienia, a my jesteśmy jednym z blisko 9 mln, które ten 1% stanowią. Nie wiemy też jak powszechne jest życie we wszechświecie. Wiemy jednak dzięki myśli filozoficznej zapoczątkowanej przez odkrycia Mikołaja Kopernika, że jeżeli wybierzemy obiekt z losowej kategorii, najbardziej prawdopodobne będzie, że pochodzi on z kategorii najliczniejszej. Nazywamy to zasadą przeciętności.
4,9%
​​​​​​​Żyjemy w złotej erze nauki i technologii. Szybko oddalająca się granica nieznanego sprawiła, że wielu z nas odrzuciło sferę sacrum, zaufało nauce i bezwarunkowo wierzy w możliwości człowieka. Tyle udało nam się w końcu osiągnąć: byliśmy na Księżycu, niedługo polecimy na Marsa, zajrzeliśmy do świata kwantowego, wiemy jak rozpoczął się nasz wszechświat. W 1964 roku rosyjski astronom Mikołaj Kardaszow zaproponował skalę klasyfikacji rozwoju cywilizacyjnego wg zużycia energii. Cywilizacja typu pierwszego wykorzystuje równowartość wszystkich zasobów energii dostępnych na macierzystej planecie. Co za tym idzie rozwiązała problem globalnego ocieplenia, kontroluje pogodę, potrafi obronić swój świat przed asteroidami. Cywilizacja typu drugiego wykorzystuje równowartość energii swojego słońca, buduje sfery Dysona*, skolonizowała i wykorzystuje zasoby własnego układu planetarnego. Typ trzeci to cywilizacja galaktyczna, której pełnych możliwości nie sposób sobie wyobrazić. Na tej skali, wg wzoru zaproponowanego przez Carla Sagana, jesteśmy w punkcie 0,72. Status cywilizacji typu pierwszego możemy osiągnąć, jak wielokrotnie powtarzał Michio Kaku, już za 100-200 lat. A więc już niedługo będziemy w pełni panować nad naszą planetą i będziemy na drodze do zawładnięcia Układem Słonecznym.
Czytając o tym w gazetach, oglądając w telewizji i Internecie, łatwo popaść w arogancję. Jednak rzadko mówi się o tym, czego jeszcze nie wiemy, a w pewnym sensie, można to nawet policzyć. Okazuje się, że spora część naszego wszechświata jest dla nas nie tylko nieznana, ale całkiem prawdopodobne, że również niemożliwa do zbadania. Ciemna energia i ciemna materia to hipotetyczne byty, których istnienie ma tłumaczyć między innymi zwiększające się tempo rozszerzania wszechświata i brakującą masę odpowiedzialną za obserwowane oddziaływania grawitacyjne. Szacuje się, że ich udział we wszechświecie to aż 95,1%, co pozostawia znanej nam, zwykłej, widzialnej materii jedynie 4,9% udziału. Zakładając więc kompletnie fantastyczny scenariusz, że nasza cywilizacja odwiedzi każdą galaktykę, każdy układ planetarny, a my postawimy stopę na każdej planecie, księżycu i asteroidzie we wszechświecie, które jesteśmy w stanie dostrzec, oznaczać to będzie, że zbadaliśmy jedynie 4,9% jego części.
*Hipotetyczna megastruktura otaczająca gwiazdę i pobierająca z niej wypromieniowywaną energię. Po raz pierwszy opisana przez amerykańskiego fizyka i futurologa Freemana Dysona w 1959r. w artykule zamieszczonym w magazynie Science pt. Search for Artificial Stellar Sources of Infra-Red Radiation.
 
​​​​​​​Obiekt Błękitna kropka

(...)Take a look again at that dot. That's here. That's home. That's us. On it, everyone you love, everyone you know, everyone you ever heard of, every human being who ever was, lived out their lives. The aggregate of our joy and suffering, thousands of confident religions, ideologies, and economic doctrines, every hunter and forager, every hero and coward, every creator and destroyer of civilization, every king and peasant, every young couple in love, every mother and father, hopeful child, inventor and explorer, every teacher of morals, every corrupt politician, every "superstar," every "supreme leader," every saint and sinner in the history of our species lived there--on a mote of dust suspended in a sunbeam. (...)
Carl Sagan - You are here - chapter from his book Pale blue dot
Jest taki, niewielki i na pierwszy rzut oka przeciętny kawałek skały, na którym rozlało się trochę wody, a gdzie nie dotarła, porósł roślinnością. Skała ta okrąża przeciętną gwiazdę na obrzeżach jednej z setek miliardów galaktyk. Żyją na niej wszyscy twoi bliscy, wszyscy twoi znajomi, wszyscy podziwiani aktorzy, wszyscy politycy, przestępcy, celebryci i artyści. Żyła tu każda postać z historii: czy to żądny krwi tyran, czy natchniony filozof. To dla malutkich skrawków tej niewielkiej skały toczono wojny, w których umierały miliony wyjątkowych istnień. To na tej skale wyewoluował gatunek zdolny ją w mgnieniu oka zniszczyć, bądź badać, poznawać i chronić. Ten gatunek, jako pierwszy w historii planety zadaje wielkie pytania i odpowiada na nie, stosując metodę zwaną nauką. Przedstawiciele tego gatunku mają wielkie możliwości, choć dotąd odwiedzili jedynie swojego najbliższego satelitę.*
W 1990 roku astronom Carl Sagan namówił inżynierów z NASA Jet Propultion Labolatory, których jednym z zadań było czuwanie nad misjami sond Voyager 1 i 2, aby obrócili jedną z nich w kierunku centrum Układu Słonecznego i zrobili zdjęcia planetom wewnętrznym. Na jednym z nich widać niewielką, zajmującą zaledwie parę pikseli, niebieską kropkę, która dzięki zbiegowi okoliczności ułożyła się w tęczowej smudze, jaką na powierzchni obiektywu spowodowało światło naszej gwiazdy. Tą kropką była Ziemia. Zdjęcie zatytułowane Błękitna kropka kontynuuje tradycję zapoczątkowaną 24.12.1968 roku przez okrążającego wtedy Księżyc na pokładzie statku Apollo 8 astronautę Billa Andersa. Wykonał on najprawdopodobniej najważniejszą fotografię w historii, znaną jako Wschód Ziemi. Był to pierwszy raz, gdy przedstawiciele naszego gatunku mogli zobaczyć swoją planetę z oddali. Zdjęcie to mogło mieć poważny wpływ na jednoczące ludzkość ruchy społeczne, gdyż uświadamiało widzowi, że granice między państwami to tylko sztucznie narysowane na mapach kreski i że wszyscy pędzimy przez kosmos na jednym, wspólnym statku, otoczeni bezkresem nicości.
Błękitna kropka jest inna. Nie widać na niej ani chmur, ani zarysu kontynentów. Tym bardziej nie zobaczymy śladów naszej cywilizacji. Z odległości 6,4 mld km czyli ponad 43 jednostek astronomicznych z jakiej sonda Voyager 1 wykonała zdjęcie, Ziemia jest ledwie zauważalna i niewiele większa niż granulki szumu fotografii. Siła tego obrazu skłania do skromności i pokory, gdyż tym razem widz ogląda swój świat jako ledwie zauważalny wycinek rzeczywistości. Wobec obrazu przedstawiającego wszystko co znamy jako drobinkę kurzu, nie sposób jest zachować butę, pychę i arogancję tak charakterystyczne dla kontaktów ludzkości z otaczającym światem.
*Parafraza fragmentu rozdziału Jesteś tutaj z książki Carla Sagana pt. Błękitna kropka

​​​​​​​Przyspieszając entropię
​​​​​​​Entropia to naturalne dążenie układów złożonych do chaosu, nieuniknionego rozkładu i rozpadu. Dzieje się tak, gdy ciała niebieskie zderzają się ze sobą, krusząc na coraz mniejsze odłamki, gdy rozszerzająca się czasoprzestrzeń rozrywa powiązane ze sobą grawitacją struktury i gdy świeżo zagotowana woda, oddając energię, dąży do wyrównania temperatury z otoczeniem. Dziś wiemy, że układy złożone w swoim dążeniu do chaosu często podlegają chwilowym fluktuacjom, porządkując się, by później znów ulegać rozpadowi i ponownie dążyć do nieuporządkowania. Ludzki umysł w naturalny sposób dąży do klasyfikacji zjawisk, dostrzegania prawidłowości, znanych kształtów wśród przypadkowych szczegółów - pareidolii. Pomagało to naszym przodkom na afrykańskich sawannach, pomaga nam dzisiaj, porządkując nasze coraz bardziej skomplikowane życie. Cecha ta potrafi znaleźć dla nas sens w chaosie codzienności. Gdybyśmy mogli jednak spojrzeć na siebie z perspektywy kosmicznej, stając ponad czasem, zobaczylibyśmy niewyobrażalny ogrom objawów entropii dziejących się przez 13,8 mld lat od Wielkiego Wybuchu do współczesności. Zobaczylibyśmy zjawiska losowe, które w swoim chaotycznym tańcu, na parę sekund w skali kosmicznego zegara, pozwoliły na powstanie życia rozumnego na Ziemi - stworzyły fluktuację.
Chronology protection conjecture
Przypuszczenie ochrony chronologii
​​​​​​​Nierozerwalne połączenie przyczyny i skutku sprawiło, że od wieków zastanawialiśmy się nad tym, czy można zmienić bieg historii, naprawić błędy, uniknąć katastrof z przeszłości. Wyobraźmy sobie, że dana jest nam możliwość cofnięcia się w czasie i poinformowania młodego siebie o tym jak uniknąć przyszłych błędów. Czy nie chcielibyśmy z takiej możliwości skorzystać?
Choć ogólna teoria względności Alberta Einsteina z matematycznego punktu widzenia dopuszcza istnienie zamkniętych krzywych czasopodobnych, co wskazuje na teoretyczną możliwość podróży w przeszłość, istnieje wiele wskazówek, że linia czasu, którą współtworzymy jest unikalna i nie ma możliwości jej zmiany. Jedną z nich są paradoksy czasowe, do których doprowadziłaby możliwość podróży w czasie. Wśród tych paradoksów są między innymi pętle przyczynowo-skutkowe. Wyobraźmy sobie, że ktoś z nam współczesnych cofa się w czasie i wręcza młodemu Ericowi Claptonowi jego własny, zakupiony na aukcji w przyszłości notatnik z tekstem i muzyką do utworu Layla. Clapton później na tej podstawie wydaje ten utwór, który staje się sławny, a jego notatnik w XXI wieku zostaje sprzedany na aukcji, z której znów wędruje w przeszłość i ponownie staje się podstawą powstania tego utworu. Wydaje się, że notatnik nigdy nie został napisany, nigdy nie powstał, a jednak istnieje. Innym znanym dylematem czasowym jest paradoks dziadka czyli rozważania nad konsekwencjami usunięcia przyczyny w przeszłości dla teraźniejszości. Ekstremalnym, uwzględniającym wolną wolę przykładem jest bohater cofający się w czasie i zabijający własnego przodka. Nie rodzi się więc jego ojciec, nie może też urodzić się on sam, więc skoro nie istnieje, nie może też cofnąć się w czasie i dokonać tego zabójstwa. Skoro nie może tego zrobić, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby urodził się jego ojciec i on sam.
Spróbujmy też wyobrazić sobie sytuację, w której stajemy przed drzwiami prowadzącymi w przeszłość. Zaczynamy biec w ich kierunku, a gdy je przekraczamy, widzimy, że cofnęliśmy się w czasie zaledwie o paręnaście sekund. Widzimy więc przed sobą siebie samego, który rozpoczyna bieg w kierunku cofających w czasie drzwi. Doganiamy siebie i tym razem znikamy w drzwiach we dwóch. Gdy pojawiamy się po drugiej stronie, jest już nas trzech. Sytuacja powtarza się nieskończoną ilość razy, a oznacza to, że w jednej przestrzeni i czasie pojawia się nas nieskończona ilość. Tak paradoksalną, podważającą zasady fizyki sytuację rozważał m.in. profesor Stephen Hawking na przykładzie fotonów. W 1992 roku teoretycznie uzasadnił, dlaczego podróże w przeszłość w skali makroskopowej są niemożliwe. Nazwał to metaforycznie Przypuszczeniem Ochrony Chronologii.
Inną możliwością, której zwolennikiem jest kosmolog Max Tegmark, jest czas, który nie biegnie w sposób liniowy, ale jest strukturą fraktalną, przypominającą drzewo, gdzie podczas jego biegu dochodzi do licznych rozgałęzień i powstawania alternatywnych rzeczywistości. Takie rozgałęzienie mogłoby powstawać właśnie podczas cofania się w przeszłość i byłoby początkiem nowej linii czasu. Wyklucza to oczywiście możliwość zmiany ciągu przyczynowo-skutkowego.
Być może istnieją wszechświaty, których konstrukcja pozwala na podróżowanie w czasie, może jest w nich to nawet tak proste jak zmiana kierunku podczas spaceru przez las. Najprawdopodobniej jednak, w takim wszechświecie nie mogłaby powstać cywilizacja, gdyż jej członkowie nie byliby w stanie przewidzieć najprostszych następstw swoich działań. Każda więc sekunda naszego istnienia jest wyjątkowa, jedyna, pierwsza i ostania i nigdy się nie powtórzy. Nie mamy też nawet teoretycznej możliwości jej naprawienia. Zatem każda nasza decyzja, każdy uśmiech i każda porażka, mogą wydarzyć się raz i wówczas stają się wspomnieniem, przeszłością, fotografią.
Back to Top